30 marca 2010

Poncho

Kilka dni temu wstąpiłam do mojej osiedlowej pasmanterii i co widzę??  Na ladzie leży drugi motek fioletowej melanżowej włóczki! Niezwłocznie go kupiłam, tym samym wyczerpując fundusze na inne zakupy pasmanteryjne, ale nie mogłam się powstrzymać! 
Po powrocie do domu szybko kończyłam chustę dla siostrzenicy, i natychmiast po skończeniu dziergania zaczęłam robić siostrę bliźniaczkę  mojej chusty. 
Tym razem już się tak nie spieszyłam, dawkowałam sobie przyjemność dziergania, patrzenia i macania tej wyjątkowo miękkiej włóczki. Po dwóch dniach chusta była gotowa, nadałam jej kształt i zeszyłam z jej siostrą i mam superowe poncho!


Żeby z przodu wyszedł mi ładny dekold, najpierw zrobiłam jedną połówkę przodu, potem drugą, a następnie połączyłam je w całość i robiłam ją jak każdą inną chustę. 


Miejsce połączenia obydwu połówek zamaskowałam broszką zrobioną z kwiatka od Renaty i błyszczącego guzika.
Poncho jest szalenie wygodne i w sam raz na taką pogodę jaka jest  ostatnio, że na kurtkę za ciepło, a na sam sweterek za zimno. 
A zadając szyku, zauważyłam kilka zaciekawionych spojrzeń.
I wiecie co??
Byłam zadowolona jak prosiak w deszcz!


1 komentarz:

  1. wcale Ci się nie dziwię :) bo poncho wyszło szałowe :)

    OdpowiedzUsuń