Byłam, widziałam i jestem rozczarowana.
Wybrałam się razem z przyjaciółką i Mamcinem na wystawę DMC w Katowicach.
Spodziewałam się większej ilości haftów, bogatszej oferty, nowości, większej przestrzeni, lepszej obsługi, jednym słowem wystawy!
A było ciemno, ciasno, pokazane hafty już trochę zmarnowane, oferta zestawów bardzo skromna, książki z wzorami nie do kupienia na miejscu ( na zapisy, dostarczą do domu), w kąciku z trzema krzesłami stał telewizor, w którym leciały jakieś tutoriale, w najciemniejszym i najciaśniejszym miejscu odbywały się pokazy filcowania i dekupażu, a ceny na niektóre towary były tajemnicą.
Może jestem zmanierowana, może oczekiwałam za dużo, ale jak się organizuje wystawę i szeroko ją reklamuje, to niech to ma ręce i nogi!
Nie mogę powiedzieć, że nic mi się tam nie podobało, bo były hafty, które w końcu zobaczyłam na własne oczy, cudnej urody koronki i guziki, i śliczne ufilcowane czapki, szale i torebki.
I kupiłam sobie taki zestaw :
A po wystawie "pozwiedzaliśmy" trochę Katowice, w których nie byłam chyba ze 20 lat!
Jak ktoś z odwiedzających wystawę widział chłopca w pasiastej koszulce w żółto - czerwone paseczki, to, to był Mamcin, a kobieta obwieszona plecaczkiem i kurtkami, to, to byłam ja.
Ah , ich bin enttäuscht, total enttäuscht... nie wiem czego się spodziewałam, ale czegos troszke ... znaczniejszego
OdpowiedzUsuńAle ten czarno - czerwony szal był boski, eh.